top of page

Tylko 24 godziny na policzenie głosów za granicą

Sprawa odmiennego traktowania obwodowych komisji wyborczych (obwKW) za granicą była i nadal jest gorącym tematem w polskich mediach. Bardzo dziwną regulacją jest limit czasu na policzenie głosów w ciągu 24 godzin po zamknięciu lokali wyborczych. Jest to o tyle kuriozalne, że komisje w Polsce liczą głosy do skutku. Dojdzie więc do sytuacji, w której w Polsce, w większych komisjach głosy będą liczone, a obwKW za granicą będą musiały zakończyć pracę, co wynika z arbitralnego przepisu.


Przyjrzyjmy się jak wpłynie to na przebieg wyborów za granicą ...


Bardzo ciekawą inicjatywę wykazali aktywiści polonijni z Wielkiej Brytanii (źródło: OKO.press), którzy przeprowadzili eksperyment polegający na realnym teście policzenia głosów przy limicie 24 godzin oraz stosując nowy sposób liczenia, czyli według zasad wprowadzonych tuż przed wyborami 2023 przez obecną partię rządzącą. Zgodnie z przepisami wielkość obwKW to od 5 do 11 osób. W eksperymencie wzięło udział 5 osób, czyli minimalny skład. Nowe przepisy w roku 2023 wymagają, aby poszczególne karty do głosowania zostały zweryfikowane przez każdego członka komisji. W związku z tym uzupełnienie składu obwKW do pełnych 11 osób nie musi przełożyć się na na zwiększenie mocy przerobowych komisji. To własnie te nowe reguły liczenia głosów w połączeniu z 24-godzinnym limitem są największym wyzwaniem dla obwodowych komisji wyborczych za granicą.


Wnioski są łatwe do przewidzenia. Istnieje górna granica liczby kart, którą komisja ma możliwość przeliczyć w limicie 24 godzin, pracując non-stop. Przedsięwzięcie aktywistów polonijnych w Wielkiej Brytanii przeprowadzono zanim partia rządząca wpadła na pomysł referendum przeprowadzanego równolegle z wyborami, które przecież dodatkowo obciąży komisje.


Na bazie wyników eksperymentu można śmiało postawić tezę, że 1600 - 2000 kart do głosowania jest górną granicą możliwości przerobowych obwodowej komisji wyborczej za granicą w pełnym składzie.


Przyrost liczby Polaków (od roku 2005) chcących głosować za granicą


Przyjrzyjmy się teraz zestawieniu ilustrującemu przyrost liczby Polaków od roku 2005, którzy zgłaszali wolę wzięcia udziału w głosowaniu za granicą poprzez dopisywanie się do spisów wyborców prowadzonych przez konsulów. Takie osoby uzyskują status uprawnionych do głosowania w komisjach za granicą (oprócz nich zagłosować może każdy, kto dysponuje imiennym zaświadczeniem o prawie do głosowania - ono uprawnia do głosowania w dowolnej komisji w Polsce i za granicą).

Zestawienie zawiera 25 państw, w których zagłosowało najwięcej Polaków, w wyborach prezydenckich 2020 (zobacz również bardziej precyzyjne zestawienia dla poszczególnych krajów).

Pięć pierwszych, największych skupisk Polaków uprawnionych do głosowania za granicą w 2020:

  1. Wielka Brytania i Irlandia Północna - 2.825 osób w 2005, 183.365 osób w 2020

  2. Niemcy - 5.376 osób w 2005, 84.215 osób w 2020

  3. Stany Zjednoczone - 7.373 osób w 2005, 46.197 w 2020

  4. Irlandia - 1.231 osób w 2005, 29.117 w 2020

  5. Holandia - 690 osób w 2005, 25.045 w 2020

Pięć pierwszych krajów goszczących Polaków z największym przyrostem osób uprawnionych do głosowania za granicą, od roku 2005:

  1. Islandia - przyrost 8.863 %

  2. Wielka Brytania i Irlandia Północna - przyrost o 6.491 %

  3. Norwegia - przyrost 4.748 %

  4. Holandia - przyrost 3.630 %

  5. Irlandia - przyrost 2.365 %

Chorwacja została pominięta z uwagi na jednorazowy charakter znaczącego przyrostu (wybory prezydenckie 2020 odbyły się w okresie letnich wakacji).


Liczba obwodowych komisji wyborczych za granicą w latach 2005 - 2020


Następnie zobaczmy liczbę obwodowych komisji wyborczych, którą stworzono dla potrzeb obsłużenia polskich obywateli w wyborach 2005 - 2020.

Pięć pierwszych krajów z największą liczbą obwodowych komisji wyborczych w ostatnich (nie COVID-owych) wyborach w roku 2019:

  1. Wielka Brytania i Irlandia Północna - 54 komisje

  2. Stany Zjednoczone - 48 komisji

  3. Niemcy - 23 komisje

  4. Francja - 13 komisji

  5. Norwegia - 9 komisji

Już na tym etapie pojawią się ciekawe wnioski. Wydaje się, że liczba komisji powinna rosnąć proporcjonalnie do przyrostu uprawnionych do głosowania. Tymczasem liczby ilustrują, że są kraje, w których polskie placówki konsularne bardziej dbają o warunki głosowania dla Polaków niż w innych.

Dobrym przykładem jest zestawienie USA i Niemiec. W trakcie wyborów parlamentarnych w roku 2019, w USA 32.642 uprawnionych było obsługiwanych przez 48 komisji, a 51.475 uprawnionych w Niemczech przez 23 komisje.


Wnioski:

  • Służby konsularne nie działają w ramach systemu, który kierowałby się obiektywnymi miarami (np. liczba uprawnionych w komisji). Od lat nie widać systemowej pracy nad poprawą warunków głosowania za granicą.

  • Jakość usług konsularnych jest zróżnicowana w różnych krajach i zależy od indywidualnego zaangażowania i profesjonalizmu konsulów oraz ich współpracowników. W niektórych krajach widać wyraźnie większe zaangażowanie w sprawy Polaków (np. polskie służby konsularne we Francji w 2019 zorganizowały aż 13 komisji dla 12.077 uprawnionych).

  • Polacy w USA cieszą się szczególną atencją obecnej ekipy rządzącej.

Liczba obwKW za granicą w latach 2005 - 2020 z liczbą uprawnionych większą niż 2000 osób


Przyjrzyjmy się teraz najbardziej krytycznemu czynnikowi wobec 24-godzinnego limitu na policzenie głosów w zbliżających się wyborach parlamentarnych 2023.

Poniższe zestawienie prezentuje liczbę komisji z liczbą uprawnionych większą niż 2000 osób.

Tu nasuwają się kolejne wnioski:

  • Służby konsularne od lat obserwują znaczący wzrost zainteresowania Polaków udziałem w wyborach, w lokalach obwKW za granicą. Nie jest to zjawisko, które mogłoby je zaskakiwać.

  • Ambasady i konsulaty w ponad 15 krajach od lat widzą co dzieje się, gdy do obwKW w ich siedzibach przychodzą ogromne rzesze Polaków chcących wziąć udział w wyborach (nadmierny tłok, długie kolejki przez lokalami wyborczymi).

  • Na bazie powyższych liczb można odnieść wrażenia, że polskie służby konsularne za każdym razem są ... zaskoczone frekwencją i aktywnością polskich obywateli w dniu wyborów.

Powyższe zestawienie ujawnia skalę problemu, który będzie spowodowany przez 24-godzinny limit na policzenie głosów i nowe reguły pracy komisji, wprowadzone głosami posłów partii rządzącej. Problem można rozwiązać o ile służby konsularne zapewnią odpowiednią liczbę lokali wyborczych.


A co gdyby nowy sposób liczenia głosów, w powiązaniu z 24-godzinnym limitem, wprowadzono już w okresie 2019 - 2020?


W tym kontekście kluczowy jest art. 230, § 2 Kodeksu wyborczego znowelizowanego w 2023 roku przez PiS w trybie "ekspresu legislacyjnego":


"Jeżeli okręgowa komisja wyborcza nie uzyska wyników głosowania w obwodach głosowania za granicą albo na polskich statkach morskich w ciągu 24 godzin od zakończenia głosowania, głosowanie w tych obwodach uważa się za niebyłe".


W roku 2019 (wybory parlamentarne) mieliśmy 51 komisji z ponad 2000 uprawnionymi do głosowania, a w roku 2020 (wybory prezydenckie) było ich aż 73.


Gdyby w roku 2019 obowiązywał wprowadzony przez PiS nowy sposób liczenia (każdy członek komisji musi zweryfikować każdy głos), to w powiązaniu z 24-godzinnym limitem karty z 51 komisji wylądowałyby w koszu, a to oznacza pozbawienie prawa wyborczego nie mniej niż 51 x 2.000 = 104.000 Polaków.


W wyborach z roku 2020 tego prawa pozbawionoby przynajmniej 73 x 2.000 = 146.000 Polaków. Przy czym nie należy zapominać, że mówimy o dolnym ograniczeniu tej liczby, gdyż komisje są często większe niż 2.000 uprawnionych, a rekord wielkości komisji padł w 2020 roku w Wielkiej Brytanii, w Manchesterze, gdzie w dwóch komisjach, w konsulacie uprawnionych do głosowania było odpowiednio 22.251 i 22.250 osób. W samym Manchesterze dotyczyłoby to wówczas nawet 44.501 polskich obywateli.


Bardzo wysoka frekwencja za granicą


W wyborach na terenie Polski frekwencja plasuje się średnio wokół wartości poniżej 50%, tymczasem za granicą średnia frekwencja jest o ok. 20-30% wyższa.

W wyborach prezydenckich 2020, w drugiej turze frekwencja za granicą wyniosła ok. 79.7 %, a w wyborach parlamentarnych w roku 2019 aż 90.4 %!


Dla komisji wyborczych za granicą ma to następujące skutki:

  • Komisje te powinny mieć sensowny skład (maksymalny skład oznacza, że więcej par oczu musi obejrzeć kartę do głosowania).

  • Liczba kart do głosowania przesyłana do komisji powinna mieć dużo większy zapas niż w przypadku komisji w Polsce.

  • Komisje muszą być przygotowane na bardzo ciężką pracę podczas głosowania trwającego cały dzień, a następnie mieć jeszcze siłę na policzenie wszystkich głosów.

"Zapewne wielu z was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów"

(Lord Farquad'a ze Shreka)


Jeśli politycy wymyślają taki survival wyborczy, to zdają się być inspirowani postawą Lorda Farquad'a ... jakże miło byłoby ich zobaczyć w roli członków okręgowych komisji wyborczych za granicą realizujących ich własne, tj. polityków pomysły legislacyjne. Tylko co taki survival ma wspólnego z demokracją?


Autor:

Marcin Wiktorzak, CH

Koordynator działań w ramach Obywatelskiej Kontroli Wyborów za granicą


Podobna tematyka:


Nowelizacja Kodeksu wyborczego grozi pominięciem głosów Polonii w wyborach parlamentarnych. „Polonia Głosuje” nie daje za wygraną (Polish Express, UK)


Urna i zagranica (Tygodnik Powszechny, PL)


Ograniczenie czasowe liczenia głosów w komisjach wyborczych za granicą. Polemika RPO ze stanowiskiem PKW (wideo) (Biuro Rzecznika RP, PL)





Aktuelle Beiträge

Alle ansehen
bottom of page